Dookoła Irlandii – część 1.

Irlandzką objazdówkę rozpoczęliśmy w porcie Rosslare, skąd udaliśmy się w kierunku zachodnim. Na mapie widać jaką trasę mniej więcej pokonaliśmy w ciągu trzech tygodni. W zasadzie jedyne założenie, poza kilkoma wcześniej zaplanowanymi miejscami do zobaczenia, to było jazda wzdłuż wybrzeża. Reszta jak zwykle układa się sama.

Jakoś nigdy wcześniej nie miałam okazji odwiedzić tego kraju. Do Irlandii przypłynęliśmy promem z  francuskiej Bretanii.  To była moja pierwsza tak długa przeprawa promowa i mam nadzieję, że kolejna nie nastąpi zbyt szybko. Ponad 17 godzin niezłej mordęgi i nabijania kolejnych kilometrów pomiędzy kajutą a pokładem, w celu chociażby chwilowego uspokojenia wariującego błędnika. Na samo wspomnienie o tym zaczynam odczuwać bujanie, brr…

W Irlandii spędzaliśmy czas od połowy czerwca, objeżdżając wyspę głównie wybrzeżem, bo lubimy słuchać szumu fal przy zasypianiu. Zresztą w ciągu dnia też. Nie było praktycznie żadnych problemów, żeby parkować kampera w pięknych okolicznościach przyrody, ludzie zazwyczaj wszędzie witali się chociaż skinieniem głowy a i bardzo interesujące rozmowy z mieszkańcami również się zdarzały.

Irlandia zaskoczyła mnie przepięknymi kolorami.  I to nie tylko wszechobecnej zieleni (w końcu nazywana jest zieloną wyspą), ale również a może przede wszystkim, niezliczonymi odcieniami morza. A także drobniutkiego białego piasku, którego bardziej spodziewałabym się w krajach śródziemnomorskich niż na tej północnej wyspie. Do tego kamienne lub białe domki zagubione wśród zielonych wzgórz i nad niezliczonymi zatoczkami. Tylko temperatura wody, nawet latem niestety niezbyt sprzyja kąpielom. Ale oczywiście byli i tacy odważni, którzy pływali i to nawet bez pianek. W wodzie o temperaturze nierzadko 12-14 stopni. Czy to już podchodzi pod morsowanie? 😉

W wielu miejscach w wodach i na brzegu znajdowało się bardzo dużo fioletowych meduz, całkiem zresztą niemałych rozmiarów

Pierwszym przystankiem na troszkę dłużej było urocze miasteczko Cobh, skąd Titanic wypłynął w swój tragiczny rejs. Swoją drogą, byłam bardzo zaskoczona że drewniane molo, z którego wsiadali pasażerowie wciąż stoi po ponad 100 latach. Więcej o Cobh tutaj: Ostatni port statku Titanic

Bardzo kolorowe zdarzały się również budynki, zwłaszcza w miejscowości Kinsale na południu, gdzie po dłuższym spacerze skusiliśmy się na tradycyjnego fish&chips podawanego, a jakże, w papierze na wynos. Niepotrzebnie. Nie jestem jakimś wytrawnym smakoszem ale ryba była zanurzona w cieście co najmniej kilkakrotnie, nie dało się tego zjeść. I pomyśleć, że wybraliśmy miejsce, gdzie kolejka klientów sięgała aż na zewnątrz lokalu. Co roku w tym miasteczku odbywa się Festiwal Smakoszy, ciekawe czy wspomniana knajpka też bierze udział…

Ale kolorowe domki były bardzo urokliwe

Irlandia od zawsze kojarzyła mi się z  tajemniczymi miejscami, druidami, celtyckimi krzyżami i obrzędami z zamierzchłej przeszłości oraz z kamiennymi kręgami. I tutaj absolutnie się nie zawiodłam, zobaczyliśmy sporo takich miejsc. Niestety z racji tego, że były to wakacje, były one zazwyczaj nieźle oblegane przez innych zwiedzających.

Jeden z wielu kamiennych kręgów po drodze. Ktoś widzi tylko kilka kamieni ułożonych w kółko a ktoś inny rozmyśla, co się tam działo kiedyś w przeszłości.. I sądząc po zostawionych przedmiotach w samym środku kręgu dzieje się również aktualnie.

Jedną z najbardziej znanych tras turystycznych Irlandii jest Ring of Kerry czyli Pierścień Kerry, który znajduje się w południowo-zachodniej części Irlandii. Ma długość około 180 kilometrów i prowadzi w dużej mierze przez Narodowy Park Killarney, gdzie znajduje się wiele pieszych szlaków. Dla fanów serii „Gwiezdne wojny”, najważniejszym przystankiem na tej trasie na pewno będzie rybacka wioska Portmagee, skąd można wykupić wycieczkę na wyspy Skellig. To właśnie na jednej z nich kręcono ósmy odcinek tej znanej sagi. Wyspy są dwie, Little Skellig, która jest rezerwatem dla oszałamiającej liczby ponad 20 tysięcy ptaków o wdzięcznej nazwie głuptaki, w związku z czym nie jest udostępniona dla zwiedzających. Natomiast plenerem filmowym stała się druga z nich, nazywana Great Skellig lub Skellig Michael. Znajdują się tam pozostałości po dawnym forcie wpisane na listę UNESCO, w tym kamienne chatki przypominające ule, ale żeby je zobaczyć trzeba pokonać ponad 500 stromych schodów z miejsca, gdzie dobija łódka. Towarzystwo głuptaków i oczywiście fenomenalne widoki zapewnione.

Od Portmagee prowadzi most na wyspę Valentia, gdzie oczywiście również warto się wybrać. Ponadto muszę wspomnieć o kolejnym pierścieniu, czyli Skellig Ring, oczywiście od nazwy wysepek. Trochę serpentyn w jedną i drugą stronę trzeba pokonać, ale można tam odkryć sporo pięknych miejsc, jak choćby ta mała zatoczka na zdjęciu poniżej z widokiem na wyspy Skellig.

I na koniec kilka urzekających widoków z południowej i południowo- zachodniej części Irlandii.

 

 

Dodaj komentarz